Opowiem wam teraz historie o (nie) udanych urodzinach Satomi.
Szłam właśnie po tort dla Satomi-chan na urodziny, gdy zadzwonił mój telefon.
-Hallo?
=Nana i jak ci idzie z tortem?-odezwał się radosny głos Wery w telefonie.
-Dobrze. Tylko przez was nie będę miała stuprocentowej frekwencji.-warknęłam-Ale wiesz że dla Satomi zrobię wszystko.
=Wiem, wiem. Tylko pamiętaj że zaraz po odniesieniu tortu do domu nasz iść po Satomi.
-Wiem.-westknęłam.
=I nie wracać mi do godzimy 18.-dodała groźnym głosem.
-Tak jest panie kapitanie.
Rozłączyłam się i ruszyłam z dalszą drogę w stronę piekarni.
Gdy weszłam do piekarni, w kolejce stało już 8 osób. Oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy.
Usłyszałam jakiś hałas i otworzyłam oczy. To co zobaczyłam przeszło moje oczekiwania.
Siedziałam właśnie w rollercoaster'ze który właśnie jechał do góry. Koło mnie zobaczyłam rudą dziewczynę z klasy Satomi. Wrzasnęłam.
-Satomi serio?
-Co?-mój głos był jakiś inny.
-Serio już krzyczysz? Przecież to ty chciałaś na to iść.
-Ale ja...
Nie dokończyłam bo właśnie w tej chwili kolejka górska zaczęła pędzić w dół i z mojego gardła wydobył się pisk.
Gdy już zeszliśmy Tiana (bo tak chyba miała na imię) powiedziała że idziemy na rzekę śmiechu. Powiedziałam że muszę iść do toalety.
Weszłam do dużej przestronnej toalety strachu. Ściany były czarne i cały wystrój wyglądał jak dekoracje pozostawione z halloween. Podeszłam do lustra i zobaczyłam że zamiast wysokiej brunetki w lustrze widać twarz małej szatynki, którą była twarzą mojej ukochanej Satomi-chan.
Wyszłam szybko z łazienki i poprosiłam Tiane, Tiare czy jakoś tak o telefon, bo Satomi gdzieś swój zgubiła miesiąc temu. Wykręciłam szybko numer do Weroniki który dziwnym trafem pamiętałam.
=Hallo. Hallo.-usłyszałam wesoły głos blondynki.
-Wero to ja Nana, znaczy Satomi. A nie ważne. Nie zdążę odebrać tortu dla Satomi.
=Co ale przecież przed chwilą dzwoniłaś i powiedziałaś że już go niesiesz do domu.-powiedziała. Widać było że ona też nie wie co się dzieje.
-O ja głupie zapomniałam że już zaniosłam.-zaśmiałam się sztucznie.-To papa.
=Ale...
Nie dokończyła bo się rozłączyłam. Oddałam telefon Tinie i ruszyłam z stronę wyjścia z lunapark'u, który stała był 10 minut drogi od naszego miasta.
Skoro już odebrałam tort. A ja jestem w ciele Satomi to Satomi w takim razie musi być w moim ciele. Ale z kont wiedziała że idę po tort?Przypomniało mi się że zawsze mam zapisane co mam zrobić na lewym nadgarstku gdybym zapomniała. Jeden problem rozwiązany. Teraz pozostaje sprawa co Satomi robiłam w lunapark'u? Pewnie wagarowała. I ostatnie pytanie. Czemu jestem w ciele Satomi?????
Wysiadłam z autobusu na przystanku naprzeciw szkoły Satomi-chan. Liceum ogólnokształcące nr 1 jedno z najlepszych w mieście. Oczywiście po moim. Weszłam do budynku i zaczęłam się rozglądać za Paulą. Niski wzrost Satomi wcale mi tego nie ułatwiał. Weszłam na 1 piętro i na 2-gie i 3-cie, ale nigdzie jej nie mogłam znaleźć. Wpadłam na genialny pomysł żeby pójść na parter i zobaczyć jej plan lekcji, szkoda tylko że wpadłam na niego dopiero po przebiegnięciu 3-ech pięter.Okazała się że Paula ma teraz w-f na sali gimnastycznej.
Weszłam na sale gimnastyczną i podeszłam do pana od w-f.
-Dzień dobry. Jestem z klasy 1 E. Nasza wychowawczyni prosi Paule Xyz do swojej klasy.
-Xyz! Do mnie.-Wrzasnął. A Paula zaraz przybiegła do niego.-Pani Kowalska cię woła do klasy, koleżanka cię zaprowadzi.-Wskazał na mnie palcem.
Uśmiechnęłam się do Pauli i wyszłyśmy z sali.
-To po co woła mnie pani Kowalska?
-Nie będę owijać w bawełne. To ja Nana. Zamieniłam się z Satomi ciałami.
-Co?-zaczęła się śmiać-Wiesz takich tekstów spodziewałam się raczej ze strony Nany, a nie twojej.
-Dobra udowodnię ci to.19+15-10+1-14+1+14+1-9+4+9+15+19+11+15.
Paula otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i jąkając się zaczęła mówić.
-Jjjjaa...Aaaale jak?
Pokrótce opowiedziałam jej co się stało.
-To Satomi wagaruje?-zapytala- Nie uprawiałyście jakiejś magi?
-Co nie też byłam zdziwiona. I nie, nie robiłyśmy czegoś takiego.-powiedziałam z oburzeniem- Masz jakiś pomysł jak można to odkręcić?
-Może jak się dotkniecie to coś się stanie.-powiedziała z taką niepewnością w głosie, jakbym zapytała się czy w następnym roku będzie śnieg zimą.
-Zawsze lepiej coś niż nic.-westchnęłam- To ja idę poszukać mojego ciała i wracaj na w-f.
Pożegnałyśmy się a ja ruszyłam w stronę Empiku w którym mogła by być Satomi.
Przeszłam wszystkie sklepy do których chodziłam z Satomi i miejsca, nigdzie jej nie było. Poszłam nawet do mojego domu ale tam też brak Satomi. Ze zwieszoną głową zaczęłam iść w stronę tęczowej fontanny w centrum miasta. Było mi zimno, miałam katar, Satomi-chan nie miała chusteczek, dobrze że jakaś starsza pani się nade mną zlitowała i podarowała mi paczkę chusteczek. A żeby tego jeszcze było mało to chodziłam jak pijana, ponieważ ciało Satomi jest innego wzrostu nisz moje i równowagę trudno utrzymać.
Około godziny 17:30 usiadłam na ławce koło fontanny. Szum wody zaczął mnie szybko irytować więc wstałam i zobaczyłam po drugiej strony fontanny brunetkę w moich ciuchach, z moją torbą i czytającą moją mangę. To była Satomi w moim ciele. Podbiegłam do niej szybko i się przytuliłam z radości.
-W końcu cię znalazłam.-wrzasnęłam.
-Ja też ciebie szukałam One-san. Co się nam stało?
-Nie wiem ale już jest dobrze.
Zaczęłyśmy mówić jak się szukałyśmy. Okazało się że jak jedna wchodziła do sklepu to druga właśnie wychodziła i tak się mijałyśmy. Spojrzałam na zegarek, była już 17:55.
-Boże spóźnimy się.-chwyciłam siebie za rękaw i zaczęła iść w stronę mieszkania Satomi.
Straciłyśmy właśnie na ulice na której mieszkała Satomi, gdy Satomi zapytała.
-Ale ty wiesz że wiem o urodziwej niespodziance?
-Tak, tak. Przeczytałaś na nadgarstku i nawet tort zaniosłaś.
-Wiadomość z nadgarstka tylko mi potwierdziła.
Weszłyśmy do bramy i schodami na 1-sze piętro. Włożyłam klucz do dziurki, przekręciłam i popchnęłam drzwi. Rozległ się głośny okrzyk NIESPODZIANKA!!! I wszyscy zaczęli bić brawo. Popatrzyłam na Satomi aż się popłakała ze szczęścia. Nikt tego nie zauważył, wszyscy patrzyli się na mnie, na jubilatkę, na ciało Satomi. Zrobiło mi się przykro to były jej urodziny a nie moje. To na nią powinni teraz patrzeć. Powiedziałam sobie w myślach: Będę udawać Satomi, a gdy wrócę już do swojego ciała to zrobię jej najlepsze urodziny na świecie. Uśmiechnęłam się do niej na pocieszenie. Od razu otarła łzy.
Podziękował wszystkim za niespodziankę i zabrałam się za przyjmowanie życzeń. Starałam się zapamiętać wszystkie jak najdokładniej żeby później przekazać je Satomi. Była góra prezentów i gości.
Po życzeniach nadszedł czas na tort. Weronika z Grześkiem wnieśli dwupiętrowy niebieski tort na którym paliło się 16-cie świeczek. Wszyscy zaczęli śpiewać sto lat. Po skończonych fałszach podeszłam do tortu i zaczęłam zdmuchiwać świeczki razem z resztą osób, którzy najwidoczniej stwierdzili że nie mam płuc. W myślach życzyłam sobie żeby Satomi mogła mieć swoje urodziny. Klaskanie i okrzyki spowodowały że zaczęła boleć mnie głowa. Oparłam się dłońmi o stół, to samo zrobiła też Satomi. Poparzyłam się na nią, a później świat zaczął wirować i zrobiło się czarno.
Zaczęłam otwierać oczy ale coś mi to uniemożliwiało. To był tort w który włożyłam twarz kiedy zemdlałam. Wstałam i otarłam rękawem twarz. Coś było nie tak. Rozejrzałam się i zrozumiałam co to jest. Byłam wyższa a przede mną stała również umorusana Satomi już w swoim ciele. podeszłam do niej i przytuliłam mocno aż usłyszałam jak się dusi, rozluźniłam uścisk.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.-powiedziałam jej na ucho-I przepraszam za to wszystko.
-Co ty mówisz przecież to były moje najlepsze urodziny.
Zaczęła się śmiać, później ja do niej dołączyłam, a później już wszyscy się śmiali.
To jest mój prezent na twoje urodziny wszystkiego naj. Mam nadzieje że się spodoba.
Przepraszam za końcówkę pisze ją naprawdę późno kiedy już mózg nie pracuje. Dziękujcie wynalazcy autokorekty i wbijajcie na naszego fb.
https://www.facebook.com/pages/Satomi-%C5%8Ckami/619252638143673?ref=bookmarks
/Nana
Felicia
piątek, 14 listopada 2014
czwartek, 6 listopada 2014
Prolog
Obudził mnie głos stewardessy proszący o zapięcie pasów przed lądowaniem. Powoli starając się nie nadwyrężać zdrętwiałego ciała posłuchałam kobiety. Zaczęły się turbulencje. Chwyciłam rękę brata i mocno ją ścisnęłam.
- Coś się stało? - zapytał uśmiechając się szeroko z udawanym zdziwieniem.
- W tym momencie nie cierpię i samolotów i Ciebie. - syknęłam. W odpowiedzi chłopak uśmiechnął się do mnie czarująco a ja nieco się rozluźniłam.
Nareszcie. Wyszłam z tej piekielnej maszyny. Chwyciłam swój bagaż i pobiegłam w umówione miejsce, gdzie miałam spotkać się z Siro gdybyśmy się rozdzielili. Już na mnie czekał. A z nim jakiś chłopak z blond włosami. Niepewnie do nich podeszłam i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Cześć. - przywitałam się. W tedy chłopak odwrócił się do mnie. Mrużąc oczy zmierzył mnie wzrokiem z góry do dołu. Zatrzymał się na mojej spódniczce. Niepewnie również tam spojrzałam, jednak nie zauważyłam nic dziwnego. Z powrotem popatrzyłam na chłopaka. Patrzyłam mu prosto w zielone oczy. Jego twarz była zdecydowanie za blisko. Ale trzeba przyznać że oczy ma nieziemskie. - pomyślałam. Rzeczywiście były koloru świeżo skoszonej trawy. Aż się niemal czuło ten zapach. Gdy zaczęłam rozmyślać o Włoszech chłopak mruknął wyraźnie zadowolony. Nic nie mówiąc odwrócił się do mojego brata i powiedział mu coś na ucho. W odpowiedzi Siro wybuchł śmiechem i pokiwał głową. Patrzyłam na nich zdezorientowana. Siro wziął moją torbę podróżną i ruszył do wyjścia.
- Hej! Nie czekamy na resztę rzeczy twojej siostry? - zapytał zielonooki spoglądając na mnie.
- Ale to wszystko. - odpowiedziałam za brata. Chłopak zaczął wędrować wzrokiem między mną a moją torbą z szeroko otwartymi oczami.
- Mówiłem Ci Leo że ona nie jest taka jak inne. W tedy "Leo" złapał mnie za ramiona.
- Miło mi. Jestem Leo. - uśmiechnął się szeroko
- Witaj w Tokio Felicio. - mówiąc to otworzyli wielkie drzwi. Uderzył we mnie podmuch świeżego powietrza.
- Coś się stało? - zapytał uśmiechając się szeroko z udawanym zdziwieniem.
- W tym momencie nie cierpię i samolotów i Ciebie. - syknęłam. W odpowiedzi chłopak uśmiechnął się do mnie czarująco a ja nieco się rozluźniłam.
Nareszcie. Wyszłam z tej piekielnej maszyny. Chwyciłam swój bagaż i pobiegłam w umówione miejsce, gdzie miałam spotkać się z Siro gdybyśmy się rozdzielili. Już na mnie czekał. A z nim jakiś chłopak z blond włosami. Niepewnie do nich podeszłam i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Cześć. - przywitałam się. W tedy chłopak odwrócił się do mnie. Mrużąc oczy zmierzył mnie wzrokiem z góry do dołu. Zatrzymał się na mojej spódniczce. Niepewnie również tam spojrzałam, jednak nie zauważyłam nic dziwnego. Z powrotem popatrzyłam na chłopaka. Patrzyłam mu prosto w zielone oczy. Jego twarz była zdecydowanie za blisko. Ale trzeba przyznać że oczy ma nieziemskie. - pomyślałam. Rzeczywiście były koloru świeżo skoszonej trawy. Aż się niemal czuło ten zapach. Gdy zaczęłam rozmyślać o Włoszech chłopak mruknął wyraźnie zadowolony. Nic nie mówiąc odwrócił się do mojego brata i powiedział mu coś na ucho. W odpowiedzi Siro wybuchł śmiechem i pokiwał głową. Patrzyłam na nich zdezorientowana. Siro wziął moją torbę podróżną i ruszył do wyjścia.
- Hej! Nie czekamy na resztę rzeczy twojej siostry? - zapytał zielonooki spoglądając na mnie.
- Ale to wszystko. - odpowiedziałam za brata. Chłopak zaczął wędrować wzrokiem między mną a moją torbą z szeroko otwartymi oczami.
- Mówiłem Ci Leo że ona nie jest taka jak inne. W tedy "Leo" złapał mnie za ramiona.
- Miło mi. Jestem Leo. - uśmiechnął się szeroko
- Witaj w Tokio Felicio. - mówiąc to otworzyli wielkie drzwi. Uderzył we mnie podmuch świeżego powietrza.
Heyo ^^
Pisząc używam imienia Satomi ponieważ jestem całkowicie zakochana w Japonii, mandze i anime. Mam 16 lat choć często słyszę że wyglądam jak gimnazjalistka...... =) Bardzo mi miło was gościć na moim blogu i mam nadzieję że przypadnie wam do gustu ^^ Będę tu pisała wszystkie opowiadania jakie mi przyjdą do głowy..... Tak dłuższe jak i one-shoty. Będę wdzięczna za szczere komcie odnośnie mojej "twórczości" o ile można tak nazwać to co układam ^^
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)